W okresie od 14-tego do 19 września br. odba się pielgrzymka do Sanktuarium Jasnogórskiego w Częstochowie oraz Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Lagiewnikach, połączona z wycieczką do Krakowa i Wieliczki. Wyjazd zorganizowany był przez ZPE "Polonia",z pomocą krakowskiego oddziału Stowarzyszenia Polaków na Wschodzie "Kresy" w punkcie docelowym. W pielgrzymce udział wzięli nie tylko członkowie "Polonii" i katolickiej parafii z Tallina, lecz rowniez z innych miejscowosci Estonii:  z Tartu, Pärnu, Narwy, Jõhvi i Rakvere.

Chcąc przekazać ogólny nastrój i móc wrażeń towarzyszących pielgrzymce musimy silą rzeczy ograniczyć się wyłącznie do najważniejszych dla nas, pielgrzymów, wydarzen. Ich kulminacją było przybycie do Częstochowy, otwarcie cudownego obrazu oraz Msza św. odprawiona w intencji naszej pielgrzymki z Estonii u głównego ołtarza Jasnogórskiego Sanktuarium. Cóż zdoła wyrazić nasze uczucia, gdy prowadzono nas przez zebrany w kościele, międzynarodowy tłum pielgrzymow za kratę przed oltarzem i poproszono zając miejsca tuz u stop obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. W celebrowaniu mszy wziął udział również nasz ks. Józef Gondek z Jõhvi/ Kohtla-Järve, który, przebywając czasowo w okolicach Częstochowy, towarzyszył nam na Jasnej Gorze. Rownie silnym duchowym przezyciem okazał się nasz udział w porannych "godzinkach" i porannej Mszy św. na Jasnej Gorze. Przez omylkę wstalismy rankiem według czasu estońskiego już o godzinie trzeciej. Mielismy więc masę czasu udać się pieszo przez otulone we mgle ulice uspionej Częstochowy na Jasną Gorę. Wędrowalismy powoli, spiewając połglosem nasze ulubione piesni maryjne. Jakaż to byla dla nas radość - czulismy się jak najprawdziwsi pielgrzymi! A potem, gdy w kościele zaintonowano godzinki, w pamięci polonijnych pielgrzymów wyloniły się zapamiętane z rodzinnych domów słowa i melodie. Wielu z nas przeszło na kolanach Drogę Ofiarowania wiodącą za  cudownym obrazem, nieliczni wspięli się na szczyt wieży jasnogórskiej świątyni, pokonując przeszło pięcset stopni. Dzieląc się  wrazeniami  z Jasnej Góry szczególnie nasi estońscy i rosyjscy współpielgrzymi podkreślali, iż odczuwają energię prawdziwej odnowy duchowej. 

W Krakowie było, rzecz jasna, zwiedzanie zabytkow, o ktorych zazwyczaj wszyscy wszystko wiedzą: Wawel, Zamek Królewski, Smocza Jama, Stary Rynek, Sukiennice... Najwięcej radości sprawił nam jednak strażnik z Wiezy Mariackiej, który po skończeniu hejnału, w odpowiedzi na nasz głośny okrzyk "hura!" wychylił się ku nam z balkonu wieży i  pomachał nam rękoma, co ponoc przynosi szczęście.

Zwiedzanie kopalni soli w Wieliczce z jej unikalną na skalę światową, przeszło pięciotysięczną historią oraz niemniej fascynującą terazniejszoscią zajęło nam prawie pól dnia. Tu szczegolnie zachwycało nas bogactwo eksponatów oraz oryginalność ich eksponowania, imponowała  organizacja grup zwiedzających i kompetencja przewodników, ktorzy niejednokrotnie przepracowali w tejże kopalni dziesiątki lat. Wywiezliśmy na pamiątkę z Wieliczki do Tallinna pudy soli - szkoda tylko, ze wsród licznych, mniej lub więcej oryginalnych pamiątek, nikt nie wpadl jeszcze na pomysł, żeby zaoferować turystom pierścien św. Kingi, patronki kopalni w Wieliczce. Zresztą i figurek samej swiętej tez nie bylo. Ale górnicy to naród przesądny, może obawiają się profanacji swej patronki.

Nasze przybycie do Sanktuarium Milosierdzia Bożego w Lagiewnikach zbiegło się wraz z zachodem słonca, co sprawiło, iż  znajdując się na rozległej platformie widokowej, mając u stóp rozległą panoramę krajobrazu okolic Lagiewnik, a nad głowami prawie że obłoki, poczuliśmy się  jakby unoszeni ku niebu. Modlilismy się u stóp obrazu Miłosierdzia, czuwalismy przy relikwiarzu św. Faustyny i zdążylismy jeszcze na ostatnie błogosławieństwo w pobliskim kościele. Amen - bo i tak nikt wszystkich naszych wrażeń opisać nie zdoła.

Pragnęlibyśmy bardzo podziękować przewodniczącej "Polonii" i naszej przedstawicielce w radzie parafii, pani Halinie Kisłacz, za glówny trud organizacji i kierowanie pielgrzymką.

Nasze serdeczne podziękowania należą się również naszym przyjaciółom ze Stowarzyszenia Pomocy Polakom Na Wschodzie "Kresy" w Krakowie, którzy opiekując się nami bez przerwy, nosili nas dosłownie na rękach i przekazywali nas sobie sprawnie z rąk do rąk, w czym szczegolnie celował pan Lech Sobala - nawet specjalne plakietki "kresowe" przypięli nam do piersi i bezpłatne przejazdy we wszystkich środkach transportu miejskiego w Krakowie nam załatwili.

 

Kochani! Dziękujemy Wam za wszystko: oprowadzania, spotkania, rozmowy i ksiązki, ktore nam podarowaliscie. Na naszej polonijnej mlodzieży, ale i na wielu osobach starszych, którzy nie mieli dotychczas  bezpośrednich kontaktów z kulturą i  historią Polski, z jej krajobrazami i mieszkańcami, pobyt w naszej ojczyznie pozostawil niezatarte slady.